Jesteś tutaj: Home

Pracownicy MZK na buncie wyszli jak Zabłocki na mydle

Napisane przez  Łukasz Religa Opublikowano w Bydgoszcz sobota, 09 lipiec 2022 07:02

Wczoraj na bydgoskie ulice powróciła po dwóch tygodniach buntu normalna komunikacja miejska. Te dwa tygodnie tego nielegalnego strajku przyniosły sporo ofiar – od mieszkańców pozbawionych dojazdu, przez poważne straty finansowe dla MZK, do ofiar zaliczyłbym też kierowców i motorniczych MZK, którzy z tych 350 zł brutto specjalnie nie mogą się cieszyć.

Bunt przypomnijmy wybuch z dnia na dzień, nie ostrzeżono mieszkańców, nie podjęto też żadnych działań, aby był to legalny strajk, w którym uczestnicy byliby pod ochroną prawną, dzięki czemu mogliby otrzymywać wynagrodzenia za czas trwania strajku.

 

Za ostatnie 14 dni uczestnicy buntu co do zasady nie otrzymają ani złotówki. Jeżeli ktoś zarabiał na rękę 3,5 tys. zł, to stracił na tym buncie 1,6 tys. zł (nie liczę oddawania krwi czy zwolnień lekarskich, które mogły tę stratę zniwelować). 350 zł podwyżki brutto, to jest na rękę 275 zł, czyli uczestnicy buntu będą na ,,zero” dopiero za pół roku.

 

Czy było to potrzebne?

Okres tego buntu wywołał wiele romantycznych emocji i ktoś może powiedzieć, że to cena walki o lepszą przyszłość, bo w sumie jak spojrzymy na perspektywę roku to budżety domowe uczestników buntu w tym dłuższym czasie zyskają. Fakty jednak taką narrację obalają, bowiem rozmowy o podwyżkach w okolicach 300 zł się i tak toczyły, na trzy dni przed wybuchem buntu były o tym rozmowy. Przeciągały się one, ale też nie oszukujmy się, tak jest wszędzie. Gdyby nad emocje mimo wszystko górę wziął rozsądek to pracownicy MZK w swoich domowych budżetach byliby do przodu, MZK nie miałoby strat, a przede wszystkim nie cierpieli by mieszkańcy.

 

Osoby, które po rozpoczęciu tego buntu podkręcały załogę MZK do dalszej walki, zadziałały – być może nieumyślnie – na szkodę wszystkich. Nie bez powodu wskazywaliśmy na potrzebę szybkiego zawieszenia tego buntu i kontynuowania rozmów według ustalonych norm prawnych. Pojawiały się z tego powodu zarzuty o brak obiektywizmu, mam nadzieję, że jak emocje wygasną i dokonane zostaną pragmatyczne rachunki, to zauważone zostanie, że jednak to była właściwa droga.

 

 

 

 

Jan Szopiński- poseł na Sejm RP

W obronie szpitala Biziela w Sejmie